Moje życie z pieluchami wielorazowymi

Pieluszki to element codzienności pierwszych dwóch, a nawet trzech lat życia każdego malca i jego rodziców. Mając tego świadomość, będąc w ciąży zainteresowałam się  tematem pieluszkowania, aby podjąć najlepszą dla nas decyzję dotyczącą wyboru pieluch. Szperałam po forach i portalach internetowych, rozmawiałam z mamami maluchów, oglądałam filmy na YouTube zawierające recenzje pieluch.  Szczerze mówiąc, czułam się trochę zagubiona w tym natłoku informacji (nierzadko sprzecznych). Ostatecznie, natura idealistki wzięła górę i zdecydowałam się na pieluchy wielorazowe. Zakupiłam niewielki zestaw pieluch różnego rodzaju i od różnych producentów, z zamysłem, że jak się sprawdzą, dokupię kolejne.

Bawełniane pieluszki trafiły na pupę mojej córeczki jeszcze w szpitalu, w którym pobyt po porodzie trochę nam się przedłużył. Gdy zobaczyłam, jak okropnie wygląda skóra małej Róży na pupie po dwóch dniach w pampersach, poprosiłam męża o przywiezienie do szpitala naszej pieluszkowej wyprawki. Przez kolejne dni, mąż zabierał pieluchy do prania i przywoził nam czyste, a skóra małej w mgnieniu oka zrobiła się zdrowa i gładziutka. To pierwsze doświadczenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że podjęłam słuszną decyzję, stawiając na wielorazówki.

Choć początkowo kupując pieluchy kierowałam się względami zdrowotnymi oraz troską o środowisko naturalne, szybko dostrzegłam wagę innego aspektu, wymienianego jako zaleta pieluchowania wielorazowego, aspektu ekonomicznego. Wirus w jelitach i kupy co godzinę stały się naszą zmorą jeszcze w pierwszym miesiącu życia Róży. Gdybyśmy wówczas korzystali z jednorazówek, to dziennie kilkanaście sztuk lądowałoby w koszu!

Z czasem sytuacja się ustabilizowała. Wprowadziliśmy elementy wychowania bezpieluszkowego (o tym w kolejnym wpisie), dzięki czemu szybko poznaliśmy fizjologię naszego maleństwa, a ilość prania zmalała. Nauczyliśmy się też korzystania z różnego rodzaju pieluch, wykorzystując w optymalny sposób ich właściwości. Wiemy już, dlaczego otulacze są lepszą opcją na noc niż „kieszonki” oraz co zastosować pod wkładkę sucha pielucha, żeby osiągnąć maksymalną chłonność. A po jednorazówki sięgamy okazjonalnie. Dziś nasza Róża ma niespełna pół roku, więc pewnie nasza przygoda z pieluchami jeszcze trochę potrwa, zanim pieluszki powędrują na pupę kolejnego malca ;).

Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

Skontaktuj się z nami

Top